|
Rowerowych 7 grzechów głównych |
|
Redaktor: Krzysztof Dulny
|
Oto siedem powodów, dla których Tczew nie jest (i w najbliższym czasie nie będzie) miastem rowerowym: 1. Ścieżki rowerowe, a raczej ich brak. No, może nie brak całkowity, ale z jednego końca miasta na drugi nie dojedziesz. Ścieżka rowerowa - ulica - chodnik - ścieżka rowerowa - chodnik (bo nagle urywa się ścieżka) - ulica - chodnik itd. Tak jeździ się po Tczewie rowerem. Ścieżką rowerową? Tylko z jedno końca ulicy na drugi. 2. Stojaki na rowery. Jeśli już są, to są to tzw. wyrwikółka (czyli takie, w których mocuje się przednie koło roweru - bufet dla złodziei). Szybka przejażdżka rowerem w celu załatwienia kilku spraw na mieście? Owszem, jeśli ktoś jest na tyle odważny, aby zostawić niezabezpieczony pojazd na zewnątrz... 3. Samorządowcy, zamiast kłaść nam kolejne kilometry ścieżek rowerowych, zastanawiają się jak zachęcić nas do codziennego korzystania z rowerów. To tak, jakby ktoś zaprosił nas na befsztyk i kazał go nam jeść rękoma, bo nie kupił jeszcze sztućców. 4. Są tacy, którym jazda rowerem ciasnymi i zakorkowanymi ul. Wojska Polskiego czy Jagiellońską nie przeszkadza. Cóż, nie wszyscy lubią kiedy się na nich trąbi i przeklina... 5. ... dlatego jeżdżą chodnikami, co z kolei prowadzi do irytacji zarówno pieszych („I czego dzwonisz?!”), jak i samych rowerzystów („Wolniej iść się nie da?!”). 6. Spacerując Gdańskiem wiem, że nie powinienem iść pasem wydzielonym dla rowerzystów - jeździ ich tam naprawdę wielu! W Tczewie? Przecież drogą rowerową idzie się lepiej niż chodnikiem! A że rowerzysty na horyzoncie ani jednego... 7. Problem najważniejszy - niechęć mieszkańców do przesiadki na rower. Cóż, studiując wszystkie powyższe punkty, nie ma się czemu dziwić. Koło się zamyka. (KD)
Komentarze (0) - Skomentuj :: |
komentarze
Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...
Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
Musisz się zalogować.